Jeden miejscowy, jeden wspólny pomysł.
openBaltics powstało w 2024 roku, gdy przestałem odsyłać gości do cudzych wycieczek i zacząłem tworzyć podróże, w które naprawdę wierzyłem, po ponad dekadzie pracy w branży turystycznej regionu.
Dekada w bałtyckiej turystyce i jeden pomysł, którego nie potrafiłem porzucić.
Jestem miejscowym profesjonalistą turystycznym. Przez ponad dekadę pracowałem w bałtyckiej branży turystycznej: planowałem podróże, oprowadzałem gości i patrzyłem, jak ten sam problem się powtarza. Region był sprzedawany przez ludzi, którzy nigdy tu nie mieszkali.
W 2024 roku postanowiłem zrobić to sam. Wykorzystałem swoją wiedzę, zarejestrowałem małą firmę i jeszcze w tym samym roku poprowadziłem pierwszy sezon. Dwa lata później wciąż jestem tylko ja i lokalni przewodnicy, z którymi współpracuję, i o to właśnie chodzi.
Nie pośredniczymy.
Większość operatorów wielokrajowych wycieczek w tym regionie to pośrednicy. Przyjmują rezerwację, a potem dzwonią do kogoś lokalnego. Podróżny płaci marżę. Lokalny wykonuje pracę.
Nie działamy w tym modelu. Każdą podróż planuję i prowadzę osobiście, razem z lokalnymi przewodnikami, którzy mieszkają w odwiedzanym kraju. Pozostaję mały z wyboru i odmawiam pracy, której nie wykonam dobrze.
Długi formularz, krótka rozmowa, projekt w ciągu dwóch dni.
Nie sprzedajemy z półki. Każdą wycieczkę z katalogu można poprowadzić prywatnie, w Państwa terminach, z dowolnymi zmianami, których podróż potrzebuje, by miała sens dla jej uczestników. Większość tego, co wysyłamy, jest po połowie katalogowa i po połowie skrojona na miarę.
Wypełniacie długi formularz. Czytamy go, a potem dzwonimy, zwykle w ciągu jednego dnia. W ciągu dwóch dni macie pisemny program z nazwanymi hotelami, ustalonym planem dzień po dniu i stałą ceną.
Bez Booking, bez Viator, bez inteligentnego dopasowywania.
Nie ma nas na Booking.com. Nie ma nas na Viatorze. Nie prowadzimy platformy, nie wystawiamy wycieczek innych operatorów pod naszą marką i nie mamy sztucznej inteligencji budującej programy podróży.
Nie organizujemy też wieczorów panieńskich, transferów helikopterem ani niczego, co nazywa siebie "luksusowym Bałtykiem". Kraje bałtyckie to nie Prowansja ani Alpy, a wycieczka udająca, że jest inaczej, sprzedaje fantazję. My sprzedajemy to, co naprawdę tu jest.
Wolniej, nie większymi krokami.
Nie chcemy stać się dużą firmą. Chcemy nadal dobrze planować niewielką liczbę podróży, dodawać kraje tylko wtedy, gdy możemy je obsłużyć sami, i za pięć lat wciąż być tą dwójką, która odpowiada na Wasze e-maile. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam wybierać między wzrostem a jakością, wybierzemy jakość.

